Ile jest gatunków zwierząt na świecie i dlaczego wciąż odkrywamy nowe
Szacowanie liczby gatunków zwierząt na Ziemi przypomina próbę policzenia ziaren piasku na plaży. Naukowcy od dekad katalogują organizmy, tworzą bazy danych i prowadzą wyprawy badawcze, a mimo to wciąż jesteśmy daleko od pełnej listy. Codziennie opisuje się nowe gatunki, podczas gdy inne znikają bezpowrotnie. Zrozumienie, ile jest gatunków i dlaczego odkrywanie ich trwa tak długo, pomaga lepiej pojąć skalę różnorodności życia i pilność jego ochrony.
Jak wiele gatunków zwierząt może istnieć na Ziemi?
Obecnie formalnie opisano około 1,6–1,8 miliona gatunków wszystkich organizmów, z czego prawie milion stanowią **owady**. W przypadku zwierząt dane te są jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej. Naukowcy szacują, że na Ziemi może żyć od 5 do nawet 30 milionów gatunków, a najbardziej prawdopodobne wartości mieszczą się w przedziale 8–12 milionów. Różnice wynikają z odmiennych metod estymacji oraz z faktu, że znaczna część życia ukrywa się w trudno dostępnych siedliskach.
Najlepiej poznaną grupą są kręgowce lądowe: **ssaki**, ptaki, gady i płazy. Tu znamy większość istniejących gatunków, choć nawet w obrębie ssaków co roku opisuje się kilka nowych, zwykle niewielkich i skrytych. Gorzej wygląda sytuacja wśród ryb głębinowych, bezkręgowców morskich, stawonogów tropikalnych oraz mikroskopijnych organizmów wodnych, których liczebność i zróżnicowanie są ogromne, a badania – fragmentaryczne.
W literaturze pojawia się często szacunek, że opisaliśmy około 15–20% wszystkich gatunków zwierząt. Oznacza to, że zdecydowana większość świata żywego nadal pozostaje poza naszym zasięgiem poznawczym. Każda nowa wyprawa do słabo zbadanych regionów – jak głębokie jary Amazonii czy dna rowów oceanicznych – przynosi kolejne, często zaskakujące odkrycia, które zmuszają naukę do korekty wcześniejszych założeń.
Ważnym elementem jest odróżnienie pojęcia „gatunek opisany” od „gatunku istniejącego”. Gatunek opisany to taki, który został formalnie zarejestrowany w literaturze naukowej zgodnie z regułami nazewnictwa. Tymczasem w naturze może istnieć ogromna liczba populacji, które różnią się genetycznie i ekologicznie, lecz nie mają jeszcze swojego miejsca w systematyce. Im bardziej zagłębiamy się w analizę **różnorodności** genetycznej, tym częściej okazuje się, że to, co braliśmy za jeden gatunek, jest w istocie kompleksem kilku lub kilkunastu gatunków siostrzanych.
Dlaczego tak trudno policzyć gatunki zwierząt?
Na pierwszy rzut oka policzenie gatunków wydaje się zadaniem technicznym – wystarczy je znaleźć, opisać i zarejestrować. W praktyce przeszkód jest wiele. Po pierwsze, ogromna część organizmów żyje w środowiskach, do których człowiek ma ograniczony dostęp: w koronach drzew lasu tropikalnego, w głębinach oceanicznych, w jaskiniach, szczelinach skalnych czy pod powierzchnią gleby. Niektóre gatunki spędzają większość życia w stadium larwalnym lub przetrwalnikowym, co utrudnia ich zauważenie i odróżnienie od bliskich krewniaków.
Po drugie, definicja gatunku nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Tradycyjnie posługiwano się kryterium zdolności do krzyżowania i wydawania płodnego potomstwa, ale w przyrodzie występują całe spektra form pośrednich, hybrydy oraz zjawiska takie jak specjacja hybrydowa. W efekcie nawet specjaliści potrafią się spierać, czy dane populacje to już odrębne gatunki, czy tylko odmiany jednego gatunku. Te spory przekładają się na zmienność statystyk: liczba gatunków potrafi rosnąć lub maleć wyłącznie na skutek nowych interpretacji taksonomicznych.
Kolejnym problemem jest tak zwana ciemna różnorodność – organizmy znane lokalnym społecznościom lub rozpoznane wstępnie przez biologów, ale nieopisane formalnie. W wielu regionach tropikalnych mieszkańcy potrafią odróżnić setki gatunków owadów czy ryb, podczas gdy w literaturze widnieje zaledwie kilkadziesiąt. Brak specjalistów, finansowania oraz infrastruktury badawczej powoduje, że droga od zebrania okazu do publikacji opisu nowego gatunku trwa często wiele lat.
Do tego dochodzi rozproszenie danych. Informacje o gatunkach są rozsiane po setkach muzeów, kolekcji uniwersyteckich, instytutów badawczych i prywatnych zbiorach. Wiele okazów opisano w XIX wieku na podstawie pojedynczych egzemplarzy, które dziś są trudno dostępne lub zaginęły. Nowoczesne programy digitalizacji kolekcji i tworzenia globalnych baz, jak GBIF, próbują tę lukę zmniejszyć, ale proces jest czasochłonny. Bez kompleksowego przeglądu istniejących zbiorów trudno stwierdzić, czy napotkany okaz to faktycznie nowy gatunek, czy tylko zapomniany element starej kolekcji.
Istotną rolę odgrywają też zmiany klimatu i działalność człowieka, które przesuwają zasięgi gatunków, mieszają populacje i przyspieszają wymieranie. Niektóre zwierzęta znikają, zanim ktokolwiek zdołał je poznać. W takich sytuacjach nauka traci szansę nie tylko na poszerzenie wiedzy, ale również na odkrycie potencjalnie użytecznych cech – na przykład **leków** pochodzenia naturalnego czy rozwiązań inspirowanych biologią, wykorzystywanych później w inżynierii i technologii.
Metody szacowania liczby gatunków
Skoro nie da się fizycznie odnaleźć i opisać wszystkich gatunków, naukowcy sięgają po metody pośrednie. Jednym z podejść jest ekstrapolacja na podstawie dobrze zbadanych grup. Jeśli na określonym obszarze znamy liczbę gatunków dużych ssaków, a wiemy z innych regionów, w jakiej proporcji występują tam owady, mięczaki czy pajęczaki, możemy próbować oszacować łączną liczbę gatunków w tym ekosystemie. Tego rodzaju modele są obarczone sporym marginesem błędu, ale dają orientacyjne wartości.
Inną metodą jest ekologia statystyczna, wykorzystująca krzywe akumulacji gatunków. Polega ona na tym, że wraz z rosnącą liczbą próbek (na przykład pułapek na owady czy prób gleby) liczymy, ile nowych gatunków pojawia się w kolejnych próbach. Na tej podstawie można modelować, ile gatunków prawdopodobnie istnieje, choć nie zostały jeszcze odnotowane. Podobne podejście stosuje się w badaniach dna morskiego czy społeczności mikroorganizmów.
Coraz większe znaczenie ma także **DNA** i techniki sekwencjonowania. Metabarkoding środowiskowy pozwala wykrywać ślady genetyczne organizmów w wodzie, glebie czy powietrzu. Nawet jeśli nie udało się zaobserwować zwierzęcia, jego materiał genetyczny może zdradzić obecność nowego gatunku. Tworzy się w ten sposób bibliotekę tzw. kodów kreskowych DNA, które służą do szybkiej identyfikacji organizmów. Gdy sekwencja nie pasuje do żadnej znanej, badacze mają silną wskazówkę, że może chodzić o gatunek dotychczas nieopisany.
Metody molekularne wykazały też, że nasze pojęcie gatunku bywa zbyt uproszczone. W wielu przypadkach jedna szeroko rozprzestrzeniona nazwa kryje w rzeczywistości zbiór odrębnych jednostek ewolucyjnych. Przykładem są liczne gatunki ryb raf koralowych czy drobne kręgowce lądowe, które pozornie wyglądają identycznie, lecz różnią się zestawem genów i preferencjami ekologicznymi. Dzięki analizie DNA odkrywamy te „ukryte” gatunki, co automatycznie zwiększa ogólną liczbę znanych form życia.
Wreszcie, istnieją modele globalne, które łączą dane o powierzchni siedlisk, produktywności ekosystemów, historii geologicznej kontynentów i stopniu zbadania poszczególnych regionów. Zestawiając te informacje, można przewidywać, gdzie spodziewać się największej liczby nieodkrytych gatunków. Nieprzypadkowo takim „gorącym punktem” są wilgotne lasy równikowe, rafy koralowe i niektóre obszary górskie. To tam różnorodność biologiczna osiąga swoje maksimum, a zarazem możliwości badawcze są najbardziej ograniczone.
Dlaczego wciąż odkrywamy nowe gatunki?
Każdego roku opisywanych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy nowych gatunków, z czego zdecydowana większość to bezkręgowce. Powody ciągłego napływu odkryć są wielorakie. Po pierwsze, rozwój technologii umożliwia eksplorację miejsc wcześniej niedostępnych – mowa tu o głębokich strefach oceanu, podlodowych jeziorach, czy mikrohabitatów badanych za pomocą mikroskopii i technik molekularnych. Sprzęt do nurkowania głębinowego, zdalnie sterowane pojazdy podwodne, drony czy autonomiczne sensory poszerzają granice terenowych badań.
Po drugie, rośnie liczba naukowców i projektów skoncentrowanych na taksonomii. Jeszcze niedawno opisywanie gatunków było postrzegane jako dziedzina nieco staroświecka; dziś odzyskuje znaczenie, bo bez precyzyjnej **klasyfikacji** trudno sensownie planować ochronę przyrody i monitorować zmiany w ekosystemach. Programy finansowania badań bioróżnorodności, zwłaszcza w krajach tropikalnych, skutkują intensywnym przepływem nowych danych i okazów do kolekcji naukowych.
Trzeci powód to coraz większa współpraca między nauką zawodową a obywatelską. Projekty typu citizen science zachęcają amatorów do dokumentowania fauny za pomocą zdjęć i obserwacji terenowych. Wiele spektakularnych odkryć, zwłaszcza wśród owadów, pająków czy niewielkich kręgowców, zaczęło się od fotografii wykonanej przez pasjonata i udostępnionej na platformie internetowej. Profesjonaliści, analizując te dane, rozpoznają cechy, które mogą wskazywać na gatunek nieznany nauce.
Ważnym aspektem jest także fakt, że część nowych gatunków „czai się” w muzeach. Nierzadko okazy zebrane dziesiątki lat temu czekają w szufladach i gablotach, nieopisane formalnie. Dopiero powrót do tych zbiorów, uzbrojony w nowoczesne metody analizy – mikrotomografię komputerową, sekwencjonowanie genomowe, zaawansowaną morfometrię – pozwala stwierdzić, że dany okaz różni się istotnie od znanych gatunków. Oznacza to, że nawet bez ruszania w teren można „odkryć” coś nowego, korzystając z już zgromadzonych kolekcji.
Nie można też pominąć procesów ewolucyjnych, które wciąż trwają. Specjacja, czyli powstawanie nowych gatunków, zachodzi zarówno w odległej przeszłości, jak i współcześnie. W niektórych dynamicznych środowiskach – jak archipelagi wysp czy młode systemy jeziorne – tempo różnicowania się populacji jest bardzo wysokie. Nasze odkrycia to w dużej mierze doganianie procesu, który nigdy się nie zatrzymał. Kiedy identyfikujemy nowy gatunek, zwykle jest on efektem długiej historii ewolucyjnej, ale ta historia pisze się dalej, tworząc kolejne potencjalne gatunki przyszłości.
Najbogatsze w gatunki grupy i regiony świata
Gdy mówimy o liczbie gatunków, na plan pierwszy wysuwają się bezkręgowce, a wśród nich **owady**. To właśnie one stanowią większość zwierzęcej bioróżnorodności. Przykładowo, w samej tylko grupie chrząszczy może istnieć kilka milionów gatunków. Klasyczne powiedzenie przypisywane jednemu z biologów głosiło, że jeśli Bóg ma jakieś szczególne upodobania, to z pewnością do chrząszczy – sugerując niezwykłe nagromadzenie form w tej jednej grupie. Poza owadami ogromnie zróżnicowane są pajęczaki, skorupiaki i mięczaki, w szczególności ślimaki lądowe i morskie.
Wśród kręgowców najwięcej gatunków liczą ryby, zwłaszcza morskie i słodkowodne z tropików. Dalej plasują się ptaki, które dzięki zdolności lotu zajęły niemal wszystkie dostępne siedliska lądowe, oraz płazy, wyjątkowo wrażliwe na zmiany środowiskowe. Ssaki, choć cieszą się największym zainteresowaniem społecznym, stanowią zaledwie niewielki ułamek ogólnej **różnorodności** fauny. Mimo to ich poznanie jest ważne, bo często pełnią kluczowe role ekologiczne – jako duzi roślinożercy, drapieżcy czy inżynierowie ekosystemów.
Jeśli chodzi o rozmieszczenie geograficzne, zdecydowanym liderem są lasy równikowe Ameryki Południowej, Afryki i Azji Południowo-Wschodniej. To tam panują warunki sprzyjające powstawaniu i utrzymywaniu się ogromnej liczby gatunków: wysoka wilgotność, stałe temperatury, złożona struktura siedlisk i długa historia geologiczna. Na niewielkim obszarze lasu amazońskiego można znaleźć więcej gatunków owadów niż w całej Europie. Podobną rolę pełnią rafy koralowe w oceanach tropikalnych – często nazywane „deszczowymi lasami mórz”.
Drugim ważnym typem obszarów są regiony górskie, zwłaszcza tam, gdzie dochodzi do zderzenia różnych stref klimatycznych. Urozmaicona rzeźba terenu, liczne mikroklimaty i izolacja dolin sprzyjają powstawaniu lokalnych endemitów, gatunków występujących tylko w jednym miejscu na świecie. Takie „wyspy lądowe” mogą kryć w sobie setki nieznanych jeszcze form życia, ale równocześnie są szczególnie narażone na skutki zmian klimatu i działalności człowieka.
Warto też wspomnieć o oceanicznych głębinach, które przez długi czas pozostawały najbardziej tajemniczym siedliskiem. Dopiero rozwój batyskafów i pojazdów zdalnie sterowanych ujawnia skalę bioróżnorodności w strefach, gdzie nie dociera światło słoneczne. Organizmy tam żyjące wykształciły niezwykłe przystosowania: bioluminescencję, odporność na wysokie ciśnienie, symbiozy z bakteriami chemotroficznymi. Każda wyprawa na większe głębokości przynosi kolejne niespodzianki, co sugeruje, że większość fauny głębinowej wciąż czeka na poznanie.
Tempo odkrywania a tempo wymierania gatunków
Paradoks współczesnej nauki polega na tym, że nigdy wcześniej nie odkrywano tylu nowych gatunków co teraz, a jednocześnie nigdy wcześniej nie znikały one tak szybko. Zjawisko to określa się czasem mianem „wyścigu z wymieraniem”. Deforestacja, urbanizacja, zanieczyszczenia, zmiana klimatu, wprowadzanie gatunków inwazyjnych i nadmierne **wykorzystanie** zasobów sprawiają, że wiele populacji kurczy się lub zanika, zanim zdążymy je opisać i zrozumieć ich rolę w ekosystemie.
Wymieranie dotyka szczególnie gatunki o wąskim zasięgu, związane z jednym typem siedliska, jak rafy koralowe czy górskie lasy mgielne. Są one często bogate w endemity – unikatowe formy nieobecne nigdzie indziej. Kiedy takie siedlisko ulega zniszczeniu, znika nie tylko pojedynczy gatunek, ale cały zestaw powiązań ekologicznych, zależności pokarmowych i relacji symbiotycznych. Skutków tych strat nie da się w pełni przewidzieć, ale wiadomo, że naruszenie sieci powiązań może prowadzić do kaskadowych zmian w całym ekosystemie.
Problem w tym, że nauka o bioróżnorodności działa z opóźnieniem. Od zebrania okazu do jego formalnego opisu mija przeciętnie kilka lat, czasem nawet dekady. W tym czasie środowisko, z którego pochodził, może już nie istnieć w pierwotnej postaci. Istnieją udokumentowane przypadki gatunków, które opisano na podstawie kilku okazów, a następnie stwierdzono ich całkowite wyginięcie. W takich sytuacjach wiedza o istnieniu gatunku jest niemal wyłącznie archiwalna – służy zrozumieniu utraconej różnorodności, ale nie pozwala na działania ochronne.
To zderzenie tempa odkrywania i tempa wymierania rodzi ważne pytanie: ile gatunków stracimy, zanim w ogóle dowiemy się o ich istnieniu? Szacunki wskazują, że w skrajnych scenariuszach może chodzić o milion lub więcej gatunków zagrożonych w nadchodzących dekadach. Odpowiedzią na to wyzwanie jest intensyfikacja badań, ale też zmiana podejścia do ochrony przyrody – od ochrony pojedynczych „charyzmatycznych” gatunków, jak wielkie ssaki, ku ochronie całych siedlisk i procesów ekologicznych.
Po co nam wiedza o liczbie gatunków?
Znajomość liczby gatunków to nie tylko akademickie ćwiczenie liczbowe. Różnorodność biologiczna pełni kluczową rolę w funkcjonowaniu biosfery i bezpośrednio wpływa na ludzkie życie. Im bogatszy gatunkowo ekosystem, tym większa jego stabilność i zdolność do absorbowania zaburzeń, takich jak susze, powodzie czy gradacje szkodników. Zróżnicowane społeczności organizmów tworzą wielowarstwowe sieci interakcji, które zapewniają obieg materii, zapylanie roślin, oczyszczanie wody i regulację klimatu na poziomie lokalnym i globalnym.
Wiele obecnych osiągnięć medycyny, rolnictwa czy inżynierii czerpie inspirację z rozwiązań wypracowanych przez miliony lat ewolucji. Substancje lecznicze izolowane z jadowitych zwierząt, antybiotyki pochodzenia naturalnego, adaptacje ekstremofilów wykorzystywane w biotechnologii – to tylko wybrane przykłady. Każdy niepoznany gatunek może skrywać unikatowe cechy, które w przyszłości okażą się cenne dla człowieka. Gdy gatunek wymiera, potencjał ten przepada bezpowrotnie, zanim zdołamy ocenić jego znaczenie.
Jednocześnie wiedza o liczbie i rozmieszczeniu gatunków jest podstawą planowania działań ochronnych. Aby sensownie wyznaczać obszary chronione, korytarze ekologiczne czy priorytetowe regiony dla ochrony, trzeba wiedzieć, gdzie koncentracja bioróżnorodności jest najwyższa. Nie wystarczy chronić spektakularne, dobrze znane gatunki; potrzebujemy podejścia systemowego, które obejmuje również drobne, mało atrakcyjne organizmy – robaki glebowe, mikrofaunę wodną czy stawonogi. To właśnie one często odpowiadają za kluczowe procesy podtrzymujące **ekosystemy**.
Wreszcie, kwestia liczby gatunków ma wymiar etyczny i filozoficzny. Świadomość, że dzielimy planetę z milionami innych form życia, skłania do refleksji nad naszym miejscem w biosferze. Nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami Ziemi, a nasze decyzje gospodarcze i polityczne wpływają na los niezliczonych organizmów. Rozpoznawanie i nazywanie gatunków to w pewnym sensie akt uznania ich istnienia; bez tego pozostają niewidoczne dla dyskursu publicznego i polityki, a przez to łatwiej je zignorować lub poświęcić dla krótkoterminowych korzyści.
Przyszłość badań nad bioróżnorodnością
Przyszłość poznawania liczby gatunków będzie prawdopodobnie ściśle związana z dalszym rozwojem technologii. Miniaturyzacja sensorów, zwiększenie mocy obliczeniowej komputerów i postępy w sekwencjonowaniu genomów otwierają drogę do zautomatyzowanego monitoringu fauny. Już dziś testuje się systemy, które potrafią rozpoznawać gatunki po dźwiękach, obrazie czy sygnaturze genetycznej w środowisku. Takie narzędzia mogą radykalnie przyspieszyć proces dokumentowania różnorodności biologicznej na dużą skalę.
Równolegle rośnie rola baz danych i sztucznej inteligencji w integracji rozproszonych informacji. Algorytmy uczenia maszynowego są w stanie analizować ogromne zbiory zdjęć, nagrań i sekwencji DNA, wyłapując wzorce, które dla człowieka byłyby trudne do zauważenia. Mogą sugerować istnienie nieopisanych gatunków, wskazywać obszary „białych plam” badawczych oraz pomagać w aktualizacji taksonomii. Współpraca między biologami, informatykami a specjalistami od analizy danych staje się kluczowa dla dalszego postępu.
Nie oznacza to jednak, że tradycyjna praca terenowa straci znaczenie. Wręcz przeciwnie: żadne zdjęcie satelitarne ani odczyt z sensora nie zastąpi bezpośredniej obserwacji organizmu w jego naturalnym otoczeniu. Potrzebni będą eksperci potrafiący łączyć dane molekularne z wiedzą o morfologii, zachowaniu i ekologii. Jedynie takie podejście pozwoli tworzyć spójny obraz bioróżnorodności, zamiast zbioru niepowiązanych rekordów w bazach danych.
Jeśli uda się połączyć postęp technologiczny z odpowiedzialną polityką ochrony przyrody, mamy szansę nie tylko lepiej policzyć gatunki, ale też realnie ograniczyć tempo ich zanikania. Wymaga to jednak uznania, że ochrona bioróżnorodności nie jest luksusem ani kaprysem, lecz warunkiem długoterminowego bezpieczeństwa ekologicznego ludzkości. Dopiero wtedy pytanie „ile jest gatunków zwierząt na świecie?” zyska praktyczny wymiar – stanie się podstawą świadomych decyzji o tym, jak gospodarować wspólną planetą.
FAQ
Ile gatunków zwierząt znamy obecnie, a ile może jeszcze czekać na odkrycie?
Formalnie opisano około 1,6–1,8 mln gatunków wszystkich organizmów, z czego prawie milion to owady. Szacunki dla faktycznej liczby gatunków zwierząt wahają się od 5 do nawet 30 mln, przy czym wielu naukowców wskazuje na przedział 8–12 mln. Oznacza to, że znamy zaledwie ułamek istniejącej różnorodności, a większość gatunków – zwłaszcza małych, skrytych i tropikalnych – pozostaje nieodkryta.
Dlaczego wciąż odkrywamy nowe gatunki, skoro badania trwają od stuleci?
Po pierwsze, ogromna część życia kryje się w trudno dostępnych miejscach: w koronach lasów, głębinach oceanów, glebie czy jaskiniach. Po drugie, rozwój technologii – od sekwencjonowania DNA po roboty podwodne i drony – umożliwia eksplorację dotąd niedostępnych siedlisk. Po trzecie, lepsze metody analizy ujawniają, że wiele „znanych” gatunków to w rzeczywistości kompleksy kilku, a nawet kilkunastu odrębnych form.
Czy tempo wymierania gatunków jest dziś rzeczywiście tak wysokie?
Dane z różnych dziedzin wskazują, że obecne tempo wymierania jest wielokrotnie wyższe niż naturalne tło ewolucyjne. Główne przyczyny to utrata siedlisk, zmiana klimatu, zanieczyszczenia, gatunki inwazyjne i nadmierna eksploatacja zasobów. Szczególnie zagrożone są gatunki o wąskim zasięgu i endemity. Problemem jest to, że wiele z nich znika, zanim zostaną naukowo opisane, co utrudnia ocenę pełnej skali strat.
Jak znajomość liczby gatunków pomaga w ochronie przyrody?
Informacje o liczbie i rozmieszczeniu gatunków są kluczowe przy wyznaczaniu obszarów chronionych, planowaniu korytarzy ekologicznych i ocenie priorytetów ochrony. Pozwalają identyfikować „gorące punkty” bioróżnorodności, gdzie niewielki teren skupia wiele unikatowych form życia. Bez takiej wiedzy działania ochronne bywają przypadkowe i mogą pomijać mniej widoczne, lecz ekologicznie kluczowe grupy, jak bezkręgowce glebowe czy organizmy wodne.
Czy realne jest policzenie wszystkich gatunków zwierząt na Ziemi?
Pełne skatalogowanie wszystkich gatunków prawdopodobnie nigdy się nie uda, bo proces odkrywania ściga się z wymieraniem, a ewolucja tworzy nowe formy. Możemy jednak znacząco zmniejszyć skalę niewiedzy, łącząc badania terenowe, analizy DNA i nowoczesne narzędzia informatyczne. Celem nie jest idealna lista, lecz na tyle dobre oszacowanie i zrozumienie rozmieszczenia gatunków, by skutecznie chronić bioróżnorodność i ekosystemy, od których zależy nasze przetrwanie.